4 Obserwatorzy
24 Obserwuję
postronie

Strona po stronie

Teraz czytam

The Silmarillion
J.R.R. Tolkien, Ted Nasmith, Christopher Tolkien

Kwiat pustyni. Z namiotu Nomadów do Nowego Jorku

Kwiat pustyni. Z namiotu Nomadów do Nowego Jorku - Waris Dirie, Cathleen Miller "Kwiat pustyni" Waris Dirie, słynnej modelki, swego czasu była książką głośną. Somalijska kobieta, robiąca wielką karierę w świecie mody postanowiła nie tylko zająć się swoją urodą i karierą. Postanowiła także przekazać światu dramatyczną historię. Własną historię... Kariera Waris to pasmo przypadków i szczęśliwych zrządzeń losu. Jednak jej szczęście w "nowym" świecie zostało poprzedzone nieszczęściem, biedą, cierpieniem... Waris Dirie wychowała się w Somalii, mieszkając z rodzicami i licznym rodzeństwem, zajmowała się codziennymi, pasterskimi czynnościami. Była niezrównana w wypasie kóz, doskonale przepowiadała pogodę, była stanowcza i buntownicza - co wyróżniało ją wśród afrykańskich dzieci, później kobiet. Mimo biedy i doskwierającemu często głodowi, wraz z rodziną czuła się szczęśliwa i bezpieczna. Jako małe dziecko (choć w kulturze somalijskiej radziła sobie z wieloma współcześnie dorosłymi czynnościami) bezgranicznie ufała w swoich rodziców. Wszystko zmienia się podczas rytualnego procesu obrzezania. Waris, która odniosła sukces, nagłośniła sprawę drastycznego zabiegu. Sama była mu poddana. Obrzezanie to znak wejścia dziewczynki w wiek kobiecy - choć proces obrzezania dotyczył 10 letnich dzieci, później wiek ten się zmniejszał. Pozbycie się narządów rozrodczych kobiety, miało powstrzymać ją przed rozwiązłością. Miało dać mężczyźnie kobietę w pełni oddaną, nie mającą żadnej przyjemności z kontaktu fizycznego. Przez obrzezanie stawała się kaleką. Oddawanie moczu było długotrwałą męką. Miesiączka praktycznie wyłączała kobietę z życia - nie była w stanie normalnie funkcjonować wskutek silnego bólu. O ile dożyła... wiele dziewczynek ginęło bowiem w trakcie lub tuż po zabiegu, wykonywanego w prymitywnych warunkach z takimi samymi narzędziami. Waris po obrzezaniu stała się "prawdziwą" kobietą. Gdy ojciec przedstawił jej przyszłego męża, staruszka wspierającego się laską, dziewczyna postanawia uciec. Mimo licznych kłopotów udaje jej się dostać do domu wuja, później mieszka u siostry i ciotek. Szczęśliwym zrządzeniem losu jedzie do Londynu, pracować u wuja jako sprzątaczka. I w tym właśnie mieście, witającym ją śniegiem i mgłą, Waris rozpoczyna karierę. Można powiedzieć, że jej losami kierował sam Bóg. Sama w swojej książce to podkreśla. Odniosła sukces, stała się sławna by walczyć o afrykańskie kobiety. O ich prawo do życia, przyjemności i możliwości decydowania o sobie. Czarny kontynent wciąż traktuję kobiety jako własność mężczyzny. Z resztą w "cywilizowanym" świecie ciągle tą zależność można zaobserwować. Waris na kartach swojej książki próbuje wyjaśnić i zrozumieć zasady kierujące światem. "Plemienne wojny wywołało to samo, co dało początek obrzezaniu - rozdęte ego, zarozumialstwo i agresja mężczyzn. Nienawidzę tego mówić, ale to prawda. Oba te działania mają swoje źródło w męskiej obsesji na punkcie obrony terytorium, obrony własności. Mężczyźni traktują kobiety jako własność, domenę swojej aktywności. Gdyby im obciąć ich intymne części ciała i puścić swobodnie, żeby wykrwawili się na śmierć albo przeżyli, może by zrozumieli, co robią swoim kobietom, uspokoiliby się i stali bardziej wrażliwi na świat. Bez ciągłych rzutów testosteronu nie byłoby wojen, zabijania, złodziejstwa i gwałtów." Są to słowa kobiety żyjącej w szczęśliwym związku, mającej syna... Nie żadne feministyczne hasła. W tych słowach niestety jest coś z prawdy... "Kwiat Pustyni" to książka niewątpliwie wstrząsająca, ukazująca tragiczny los afrykańskich kobiet. Jest też dowodem tego, że ciężką pracą można osiągnąć każde marzenie. Autobiografia Waris Dirie jest jednak dla mnie książką nieco rozczarowującą. Autorka pisze w sposób prosty, aż za bardzo. Brak jakichkolwiek stylistycznych zabiegów - suchy przekaz, proste słownictwo. Końcówka nadrabia, ale i tak "Kwiat pustyni" nie wywołuje u mnie większych zachwytów. Może tak miało być, może taki przekaz jest lepszy - do mnie jednak nie przemawia. Nie twierdzę, że autorka powinna zrobić ze swojej historii wielką powieść, bogatą w skomplikowane zabiegi stylistycznie. Co to, to nie. Czegoś mi w książce brak...