4 Obserwatorzy
24 Obserwuję
postronie

Strona po stronie

Teraz czytam

The Silmarillion
J.R.R. Tolkien, Ted Nasmith, Christopher Tolkien

Ewangelia według Piłata

Ewangelia według Piłata - Éric-Emmanuel Schmitt Wiele już za mną, Odette i Tektonika... czekają na swoją kolej. Nie da się ukryć mojego podziwu dla Erica Emanuela Schmitta. Jak dla mnie jest gwarancją cudownie spędzonego czasu i odkrywania czegoś nowego. Po historiach pełnych miłości, szczęścia a także bólu i cierpienia, czyli książek znakomicie wpisujących się w nasze codzienne życie, przyszła kolej na pozycję nieco odmienną. "Ewangelia według Piłata" potwierdza chyba jak różnorodny jest Schmitt i jak rozległe są jego zainteresowania. Piłata nie trzeba przedstawiać. Od wieków funkcjonuje jako postać negatywna, jako ten, który ośmielił się podnieść rękę na Chrystusa. Schmitt przedstawia nam właśnie te czasu - czasy działalności Zbawiciela. Książka składa się z dwóch części. Krótsza to relacja samego Chrystusa, jego rozważania w Ogrodzie Oliwnym. Wspomina swoją młodość, odmienność od rówieśników, pretensje rodziców, że nie myśli o przyszłości. Wspomina też dzień, w którym 'mianowano' go Zbawicielem. Przyjmując na siebie powierzoną przez lud rolę, wraz ze swoimi uczniami odbywa liczne podróże. Chrystus rozważa swoje postępowanie czekając na śmierć - i choć jest tym boskim dziedzicem, to Schmitt nie pozbawia go uczuć czysto ludzkich. Jest więc zwątpienie, brak zaufania, niespełnienie, bezsilność... Druga część, znacznie już dłuższa, to relacja samego Piłata. Jego doświadczenia zawarte są w listach do brata, nie pozbawionych szczerości i uczuć. Są bardziej pamiętnikiem niż korespondencją. I właśnie ta część książki Schmitta jest dla mnie znacznie ciekawsza. Otóż Piłat, ciemiężyciel Chrystusa, staje się postacią niemal pozytywną. Nie jest tutaj tyranem, narzędziem szatana - jest człowiekiem takim, jak każdy inny. Podziwia się jego mądrość, inteligencję, poglądy na życie, ale przede wszystkim zyskuje szacunek jako kochający mąż. To Klaudia Prokula jest dla niego życiowym celem, sacrum, szczęściem. Poncjusz Piłat to także osoba, która w pewnej mierze zasługuje na współczucie. Jako namiestnik Jerozolimy, ciągle pozostaje pod kontrolą rzymskich zwierzchników. Musi działać nie tak jak każe mu serce, ale tak by usatysfakcjonować władzę wyższą. Targany wątpliwościami staje się poniekąd postacią tragiczną. Książka Schmitta uderza w dość delikatny punkt. Sprawy religii zawsze były tematem drażliwym. "Ewangelia..." wśród niektórych uchodzi pewnie za bluźnierstwo. Pojawiają się w niej bowiem liczne wątki poddające w wątpliwość działania Chrystusa oraz wydarzenia podnoszące rangę Piłata. Godzi to w wypracowany przez wieki obraz czasów działalności Zbawiciela, pobudza do myślenia i analizowania niektórych faktów. Pomijając kwestie religijne. Schmitt po raz kolejny udowodnił, że jest znakomitym twórcą.