4 Obserwatorzy
24 Obserwuję
postronie

Strona po stronie

Teraz czytam

The Silmarillion
J.R.R. Tolkien, Ted Nasmith, Christopher Tolkien

Ostatni kontynent

Ostatni kontynent - Terry Pratchett Terry Pratchett – nazwisko, które już samo w sobie jest gwarancją solidności. Autor, który rozpoczął pisanie w wieku 13 lat, stał się filarem gatunku fantasy. Jego książki, oprócz niezwykłego, magicznego świata, to także wielka doza humoru oraz ironii. Sławę przyniosły mu teksty z serii Świata Dysku. Składająca się z blisko czterdziestu części przedstawia nie tyle fantastyczny świat, co odbicie tego rzeczywistego. Satyryczne ujęcie pozwala na spojrzenie „z boku” i odkrycie tego, co normalnie jest niewidoczne. „Ostatni kontynent” to dwudziesta druga część cyklu. Jest też jedną z siedmiu, opowiadających o przygodach maga Rincewinda. Cechą charakterystyczną Świata Dysku jest to, że nie jest wymagana znajomość książek według kolejności powstania. Oczywiście pewne wątki są przytaczane w różnych częściach, ale nie powoduje to trudności w zrozumieniu całej historii. „Ostatni kontynent” skupia się na poszukiwaniach Rincewinda przez magów z Niewidocznego Uniwersytetu. Dlaczego? Cóż, pojawiły się pewne problemy z bibliotekarzem - raz staje się orangutanem, raz książką a kiedy indziej leżakiem. Pod nieobecność gospodarza, biblioteka popada w chaos. W tomach magicznej wiedzy budzą się małe demony, które niszczą wszystko to, co stanie im na drodze. Magowie muszą jak najszybciej przywrócić dawną postać bibliotekarza, a do tego potrzebne jest jego imię. Jedyną nadzieją na jego poznanie jest rozmowa z Rincewindem. Jednakże tego nie ma w gabinecie. Zamiast uczonego, Nadrektor i jego zespół znajdują tajemnicze okno prowadzące na nieznaną plażę. Co mają zrobić? To oczywiste - ciepłe i egzotyczne miejsce wygrywa z zimnymi murami uniwersytetu! W ten oto sposób dostają się na Monowyspę - miejsce, gdzie czas cofnął się o tysiąc lat... Monowyspa ma jeszcze jednen, drobny problem - otóż nie zna ona zjawiska opadów deszczu. Wokół tego zagadnienia toczą się losy Rincewinda. Świat, w którym kończy się woda, skazany jest na zagładę. Jak jednak przekonać tamtejszych mieszkańców, że woda powinna lecieć z nieba? I, co jest znacznie trudniejsze, jak owy deszcz wywołać? Jako, że każda książka Świata Dysku ma określoną problematykę, tak i w przypadku "ostatniego kontynentu" nie jest inaczej. Tutaj Pratchett skupia się na zagadnieniu ewolucji. Bowiem na tajemniczej wyspie, magowie spotykają boga, który, jak to bóg, tworzy świat. Jednak jego prace nie są zbyt doskonałe... "Ostatni kontynent" kipi humorem, a ukazane wydarzenia czy sami bohaterowie, to czysta irracjonalność. Jednak nie można odmówić Pratchettowi ukazywania pewnej prawdy. Magowie to osoby, które więcej mówią niż robią. Łatwo przyjmują informacje, które normalnie są trudne do pojęcia, a odrzucają to, co zostało udowodnione wiele lat wcześniej. Wypisz wymaluj obraz niejednego współczesnego człowieka. Dodatkowo bohaterowie uwielbiają się sprzeczać, a swoje racje udowadniają siłowo. Jakże piękna alegoria współczesnego świata. "Ostatni kontynent" to, wstyd się przyznać, moje pierwsze spotkanie z twórczością Pratchetta. I, jak to zwykle bywa w sprawach odkładanych na później, a wobec których ma się pewne oczekiwania, jestem lekko zawiedziona. Przez tyle lat, kiedy to Świat Dysku odkładałam na potem, miałam co do niego własne wyobrażenia. Na humorze, tak zachwalanym w dziełach Pratchetta, się nie zawiodłam. Jest go naprawdę sporo i pomimo tej dawki, nie jest on płytki - wręcz przeciwnie. Jednak samo kreowanie fantastycznego świata pozostawia u mnie pewien niedosyt. Brak mi bohatera, z którym można się w jakiś sposób identyfikować lub chociaż polubić. Nie ma też tutaj wiele magii, walk, podniosłych wydarzeń. Ale może taka jest specyfika samego "Ostatniego kontynentu". Nie wpłynie to jednak na moją ocenę autora i zakwalifikowanie go do grupy tych, których omijam. Do "Świata Dysku" niewątpliwie powrócę. I to nie raz.