4 Obserwatorzy
24 Obserwuję
postronie

Strona po stronie

Teraz czytam

The Silmarillion
J.R.R. Tolkien, Ted Nasmith, Christopher Tolkien

Fionavarski gobelin

Fionavarski gobelin - Guy Gavriel Kay Czytając zdanie: Jedna z najlepszych powieści fantasy, jakie ukazały się od czasów Tolkiena, nie sposób przejść obok Fionavarskiego Gobelinu obojętnie. Zwłaszcza, gdy już dawno nie miało się w rękach pełnokrwistej fantastyki. Tak więc ogromne tomisko (1305 stron!) przebyło około czterokilometrową drogę z biblioteki do mojego domu. Zaraz napiszę, czy warto było nosić tak wielkie ciężary. Wydana nakładem wydawnictwa Zysk powieść to połączenie trzech książek - Letniego drzewa, Wędrującego ognia oraz Najmroczniejszej drogi. Cykl o Fionavarskim Gobelinie powstawał w latach 1984-1986 i był niejako następstwem... współpracy Guya Gavriela Kaya z Christopherem Tolkienem nad zakończeniem Silmarillionu. Inspiracje twórcą Władcy Pierścienia są więc w każdej z trzech części cyklu bardzo widoczne, ale o tym później. Fionavarski Gobelin to historia pięciorga przyjaciół - Kim, Dave'a, Paula, Jennifer oraz Kevina. Ich przygoda rozpoczyna się wraz z poznaniem Marcusa vel Lorena Srebrnego Płaszcza, który wygłosił na ich uczelni gościnny wykład. Jak się później okazuje, tajemniczy wykładowca jest czarodziejem pochodzącym z Fionavaru - pierwszego z wszystkich światów, a pięcioro studentów nosi w sobie magiczną przeszłość. Dopiero w nowym, równoległym świecie, pełnym magów, krasnoludów czy wielkoludów, odzyskają utraconą pamięć. Jednak wiedza o tym, kim byli i kim muszą być dla Fionavaru, okaże się niezwykle trudna. Otóż magiczna kraina, do której zabrał ich, Loren stoi u progu zagłady. Po wiekach uśpienia, powoli budzi się straszny Rakoth Maugrim Spruwacz, ucieleśnienie największego zła. Moce Ciemności stopniowo zakrywają Fionavar, a dobro dopiero zbiera swoje siły. Czy zdążą zanim świat, który kochają ulegnie zagładzie? Kim, Dave, Paul, Jennifer i Kevin muszą zmierzyć się z nowymi rolami i wyzwaniami, jakie one przyniosą. Każdy z nich powoli dostrzeże jak wielką siłę w sobie nosi. Ich droga pełna jest przeszkód i wyrzeczeń, nie pozbawiona jest też wyboru: życie bądź śmierć w imię dobra. Na swojej drodze spotkają całą masę różnorodnych postaci: chłodną kapłankę Jaelle, króla krasnoludów Matta, księcia Diarmuida, który chętnie pakuje się w kłopoty czy chociażby boga Mornira. Fionavar pełen jest też istot nadprzyrodzonych, wykreowanych przez autora na użytek powieści. Wszyscy oni wkrótce staną do walki, długiej i wyczerpującej walki... Fionavarski Gobelin to cykl napisany z rozmachem. Wypełniają go różnorodni bohaterowie, krainy, moce. Kolejne strony niosą nowe przygody, zaskakujące zwroty akcji, radość i smutek. Guy Gavriel Kay do swojej fantastycznej powieści wprowadził oczywiście magię, na szczęście nie jest ona nachalna. Nie ma tu też zbędnych opisów, co może być zaskakujące przy takiej objętości. To, co przedstawia Fionavarski Gobelin to pozbawiona niepotrzebnych językowych upiększeń akcja, a pojawiające się od czasu do czasu szczegóły, są niezwykle istotne dla samej akcji. Jedyne, co zbędne w tym cyklu to zbyt częste powracanie do minionych zdarzeń, zbędne przypominanie informacji, które były na tyle istotne, że trudno wyrzucić je z pamięci przed zakończeniem trzeciego tomu. Niestety, Fionavarski Gobelin trochę mnie zawiódł. Pierwszym, ważnym zarzutem jest to, że nie polubiłam żadnego z bohaterów. No, może z wyjątkiem Diarmuida, ale ten pojawia się w powieści niezwykle rzadko. Drugi uszczerbek to na pewno językowa nieporadność autora i, przede wszystkim, tłumacza. Pierwszy tom, Letnie drzewo, to istny chaos jeśli chodzi o szyk wyrazów w zdaniu. Pamiętacie swoje pierwsze tłumaczenia tekstów na lekcji języka obcego? Pewnie tak - słowo po słowie, bez zastanawiania się nad poprawną formą. I w dużej mierze taki tekst serwuje nam profesjonalny tłumacz. Pozostałe tomy na szczęście prezentują się nieco lepiej, a jest to prawdopodobnie zasługa pracy innej osoby. Trzeci negatyw (no, może nie negatyw, ale minusik) to wyraźne nawiązania do Tolkiena i wykreowanego przez niego Śródziemia: lios alfarowie przypominają tolkienowskie elfy, urgachy (urgachowie?) orków. Mamy też krasnoludy (i lekkie nawiązanie do kwestii żeńskich przedstawicielek tej rasy), smoki, czarodziejów o różnych odcieniach szat czy podobieństwo obu krain (chociażby miejsce spoczynku lios alfarów przypomina Valinor Tolkiena). Także sam Rakoth ma nieco z Saurona (brak twarzy, własną, górującą nad światem twierdzę). Oczywiście Kay nadał tym inspiracjom inny wymiar, a jego powieść to opis zupełnie innych przygód. Na dodatek autor wplata tu jeszcze legendy arturiańskie - pojawia się sam Artur, Lancelot czy Ginewra. Dodane są też elementy mitologii skandynawskiej. Fionavarski Gibelin jest więc cyklem niezwykle bogatym. W każdą z trzech części włożono też na pewno sporo pracy i serca. Do Tolkiena jednak Kay'owi bardzo daleko. Podsumowując. Fionavarski Gobelin do dobra powieść fantastyczna. Ma zarówno sporo zalet jak i wad. Mnie niestety do końca nie porwała. Czas z nią spędzony nieco mi się dłużył. Na całe szczęście każda strona niesie sporą dawkę przygody. Świat Fionavaru wydaje się dopracowany - w przeciwieństwie do bohaterów. Brakuje mi tutaj więc pewnej iskierki, czegoś do pochłonie całkowicie, jak w powieściach Tolkiena, Raymonda E. Feista czy chociażby Trudi Canavan. Na marginesie dodam też, że połączenie trzech książek w jedną, nie jest do końca dobrą opcją. Taka ilość stron plus twarda okładka tworzą książkę, którą trudno czytać z fizycznego punktu widzenia - ręce nie dają rady, opieranie na nogach czy brzuchu kończy się ich bólem. A czytanie przy biurku zdecydowanie nie jest opcją dla mnie. Może mieli rację pierwsi wydawcy Władcy Pierścieni dzieląc całość na trylogię. Ale dzięki Fionavarskiemu Gobelinowi wiem, że gdy w końcu uzbieram na własnego WP, to zakupię go w formię trzech książek.