4 Obserwatorzy
24 Obserwuję
postronie

Strona po stronie

Teraz czytam

The Silmarillion
J.R.R. Tolkien, Ted Nasmith, Christopher Tolkien

Dziewiąty mag

Dziewiąty mag - Alice Rosalie Reystone Wielkie oczekiwania kończą się wielką porażką. Widząc tak piękną okładkę Dziewiątego maga jest się niemal pewnym, że książka będzie jeszcze lepszą. Pomija się nawet fakt, że to lektura z działu młodzieżowego. Pewnym ruchem zagarniasz od razu dwa tomy i pełen dumy zasiadasz do czytania. Ale najpierw szybko zerkasz na opinie... I twoja twarz traci kolory. Bo jak to tak? Słabe romansidło? Naiwna i głupiutka bohaterka? Brak jakiejkolwiek logiki? Cóż... o Dziewiątym magu napisałam w tym krótkim wstępie niemal wszystko. Nie pomogła nawet świadomość, że większość czytelników zmieszała tę książkę z błotem, a więc skutecznie ostudziła moje zapały. I choć od jej przeczytania minęło już niemal dwa tygodnie, ciągle nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie - jak można było tę książkę w ogóle wydać?! Ariel w realnym świecie jest weterynarzem, całkowicie oddanym swej pracy. Ma też kilkuletnią córkę i nieudane małżeństwo na koncie. Ale ta trzydziestoletnia kobieta nie zraża się porażkami, nie zastanawia nad nieudanym dzieciństwem bez rodziców i porażką w miłości. Ma jednak swoje marzenia. Chce odnaleźć miłość. Jej sny o idealnym mężczyźnie mogę się jednak wkrótce ziścić. W równoległym świecie nie dzieje się najlepiej. W krainie zamieszkanej przez nadprzyrodzone istoty - zaczynając od elfów, a na smokach kończąc, trwają poszukiwania osoby, która uratowałaby... wszystkich. Smoki, stworzenia broniące dostępu do królestwa, zaczynają ginąć. Ochronna bariera traci na swej sile, s Dziewiąty mag ciągle się nie zjawia. Dziwnym trafem poszukiwania obejmują też świat realny. Przystojny Fabien próbuje zjednać Ariel, ale jak na razie brany jest za wariata. W końcu jednak kobietę udaje się przekonać. A właściwie przekonuje ją jeszcze bardziej przystojny Marcus. Wszystko zmierza ku dobremu - jest wybranka, jest ktoś kto zajmie się smokami i wszystko potoczy się zgodnie z planem. Hurra! Co ciekawe, w świecie gdzie kobiety nie obejmują wyższych stanowisk, Ariel robi furorę. Jak na osobę z niemagicznego świata, przejawia ona wiele talentów. Słuchają ją zaczarowane urządzenia, wchodzi tam, gdzie trzeba mieć specjalne pozwolenia, a na dodatek smoki są w niej wręcz zakochane. Ariel potrafi też rozmawiać w myślach, słyszeć myśli innych - nawet te ukryte, posługiwać się różdż... buzdyganem, itp., itd... Oczywiście Ariel musi się też zakochać w kimś, w kim nie powinna. Dziewiąty mag to książka całkowicie pozbawiona logiki. Nic tu nie jest też wyjaśnione - jak przebiega współpraca ze smokami, kim ma być dziewiąty mag, dlaczego czas płynie tu inaczej, czemu niektóre istoty są oddzielone od miasta, jak działają bariery ochronne, dlaczego świat ma taki, a nie inny kształt... Pani Reystone brnie naprzód (choć powoli) i nie zamierza niczego wyjaśniać. Poza tym Ariel korzysta z bibliotek pełnych wiedzy o smokach - dlaczego nie zrobił tego ktoś z krainy?! Ariel też całkiem obojętnie reaguje na swoje magiczne umiejętności - ani na sekundę nie siądzie i nie pomyśli: hmm, dlaczego potrafię więcej niż mieszkańcy magicznego świata? Do głównej bohaterki można mieć sporo zarzutów, jednak ten najważniejszy jest jeden - dlaczego, mając trzydzieści lat i będąc matką - zachowujesz się jak nastoletnia dziewczynka?! To jest chyba największa zagadka Dziewiątego maga. Ariel zadziwia swoim zachowaniem. Jej celem jest miłość - taka idealna, z księciem na białym koniu, ratującym ją z każdej opresji. No i kwestia córki - Ariel w ogóle o niej nie myśli, ba! nawet za nią nie tęskni... W ogóle konstrukcja bohaterów pozostawia tutaj wiele do życzenia. Nie ma tu żadnej głębi, dokładnej charakterystyki i, jak już wspomniałam, logiki. Reystone nie panuje też nad kształtem technicznym. Dziewiąty mag pełen jest form znanych z... dziecięcych wypracowań. Przykład: ważna sytuacja czy rozmowa. Dowódcy zastanawiają się jak pozyskać Ariel. Jak zbudować napięcie? Prostym sposobem - przytaczamy całą rozmowę, a gdy przychodzi czas na finalne rozwiązania, piszemy: a może zrobimy tak... I akapit się urywa! A czytelnikowi przyjdzie czekać na moment, w którym Ariel spadnie z pegaza (!) albo zostanie otumaniona eliksirem niepamięci. Autorka na siłę chciała też trafić do młodego odbiorcy, wprowadzając mocno potoczny język. Dla kogoś obytego z elfami Tolkiena, słowo siema z ust jednego z przedstawicieli tego gatunku, będzie zbrodnią. Karaną śmiercią. Dziewiąty mag niczego sobą nie reprezentuje. Powtórzę za innymi - historia sprawia wrażenie napisanej przez marzyciela, kogoś żyjącego wyłącznie wyobrażeniami, tęskniącego za szczęściem, miłością, pragnącego by magia była czymś realnym. Ok, każdy ma jakieś tam przemyślenia, chciałby być kimś innym, mieć inne życie - ale na litość, nie wszystko musi być od razu drukowane i przedstawiane szerokiemu gronu odbiorców! Jestem mocno zniesmaczona, rozczarowana i rozgoryczona. Zostawiłam sobie drugi tom, ale nie wiem czy po niego sięgnę...