4 Obserwatorzy
24 Obserwuję
postronie

Strona po stronie

Teraz czytam

The Silmarillion
J.R.R. Tolkien, Ted Nasmith, Christopher Tolkien

Dziedzic wojowników

Dziedzic wojowników - Cinda Williams Chima Oczekując na ostatni tom Siedmiu Królestw autorstwa Cindy Williams Chimy, trudno oprzeć się książce rozpoczynającej kolejny cykl autorki. Po wzroście jakości, następującym w każdym kolejnym dziele pisarki, można było po Dziedzicu wojowników oczekiwać całkiem sporo. Na oczekiwaniach musi się jednak skończyć. O ile Siedem królestw, pomimo nastoletnich bohaterów, celnie trafia do starszego czytelnika, tak Dziedzica lepiej sobie odpuścić. Gdy naście lat ma się dawno za sobą, oczywiście. Wiem, że zdradziłam już swoją ocenę pierwszego tomu Kronik dziedziców, ale co tam - brniemy dalej. Głównym bohaterem powieści jest Jack Swift. Ten z pozoru normalny nastolatek, który będąc niemowlęciem, cudem uniknął śmierci. Sprawa jego choroby owiana jest tajemnicą, a po wydarzeniach sprzed lat pozostał jedynie mały ślad - codzienne zażywanie leków. I Jack wykonuje polecenia lekarki skrupulatnie. Aż do tego dnia. W nadmiarze porannych czynności, chłopak zapomina o magicznej pigułce. Na skutki nie trzeba długo czekać. Podczas naboru do szkolnej drużyny Jack, o dziwo, wykazuje nadzwyczajną siłę i szybkość. Jak można było się spodziewać, przyjmowane co dzień lekarstwo miało ukryć zdolności Jack'a. Zdolności, o których wie właściwie cała okolica. Jack jest tak ważną osobistością, że niemal wszyscy jego sąsiedzi są czarodziejami, wróżbitami, zaklinaczami... Ich zadanie było proste - strzec chłopca i ukrywać jego prawdziwe pochodzenie. Niestety, zadanie to nie kończy się zbytnim sukcesem. O istnieniu Swifta dowiadują się... źli ludzie. Jack to potomek wojowników - gatunku zbliżającego się do wymarcia. Ich istnienie odgrywa istotną rolę w starciach dwóch frakcji czarodziejów - Białej i Czerwonej Róży. Zasady czarodziejów zabraniają bowiem walki pomiędzy sobą, ale jednocześnie pozwalają na wystawienie swojego rycerza w turnieju o władzę całkowitą. Jack będzie więc musiał podjąć decyzję czy stanąć do rywalizacji i wyraźnie opowiedzieć się za jedną ze stron. Istotnym słowem określającym książkę Chimy jest szybko. W Dziedzicu wojowników wszystko dzieje się we wręcz błyskawicznym tempie. Oczywiście nie zawsze jest to negatywna cecha, ale w tym przypadku prędkość akcji to zdecydowanie największy minus powieści. A najważniejsze jest jedno - Jack za szybko wciela się w rolę wojownika. Fantastyka pozwala na dużo, ale fajnie, gdy to dużo jest wyjaśnione w szczegółach. Trudno bowiem przejść od skromnego bohatera do herosa walczącego w imię dobra! Dziedzic wojowników obfituje w różnorodne wątki. Mamy tu kwestie rodzinnych relacji, watek dotyczący przyjaźni, elementy romansu, historii, kilka tajemnic i niedopowiedzianych kwestii. I może byłaby z tego dobra powieść, gdyby pojawiło się w niej choć odrobinę serca. Czytając Dziedzica ma się wrażenie, że autorka chciała wszystkie swoje myśli przelać na papier, nie poświęcając przy tym ani sekundy uwagi. Wystarczyło dodać kilka szczegółów, informacji, nieco zwolnić. Dodać do tego bohatera, które naprawdę można polubić i kibicować mu ze wszystkich sił. Jak w przypadku Hana Alistera. W zamian otrzymujemy Raisę w męskim wydaniu i to z czasów Króla demona, dodatkowo pozbawioną głębi i zdecydowanego rysu. Jest jeszcze jedna kwestia, ale wynika ona tylko i wyłącznie z moich indywidualnych upodobań - nie uznaję (może poza kilkoma wyjątkami - Harry Potter na przykład) książek fantasy mających miejsce w świecie współczesnym. Nie potrafię znieść równoległej obecności telefonu komórkowego i magicznych artefaktów. Podsumowując: na tle Siedmiu królestw, Dziedzic wojowników wypada po prostu źle. Ba! jest gorszy od mocno przeciętnego Króla demona. I choć mam nadzieję, że kolejne tomy, tak jak w przypadku SK, będą o niebo lepsze, tak jednocześnie mam przeczucie, że tak się nie stanie. A szkoda. Cinda Williams Chima szybko wskoczyła na moją listę autorów pożądanych i chętnie czytanych. Może po prostu muszę wypić eliksir niepamięci i zostawić jedynie emocje, jakich dostarczyli mi Han Alister i Raisa.